przygoda w windzie
zaczęło się tak normalnie .... po naszym środowym zebraniu zamknęłam biurowe drzwi i szybciutko weszłam do windy, gdzie czekało na mnie 6 wspaniałych kociarzy. Ruszyliśmy i nalgle .... coś zgrzytnęło, szarpnęło i zatrzymaliśmy się między pierwszym piętrem a parterem. Godzina 21-sza. Pusty budynek. Duszno, gorąco i ciasno w windzie. Przycisnełam wszystkie możliwe przyciski i ... nic. Tylko wiatraczek na chwilkę zadziałał. I nagle ktoś zarządził,że trzeba zadzwonić na numer telefonu znajdujący się na wywieszce w windzie. Niestety nikt nie odbierał. Na pogotowiu dźwigowym powiedziano nam, że to nie ich rejon. Policja po dokładnym wypytaniu kto dzwoni i skąd (wiadomo .... z windy hehehe), postanowiła zrobić rozpoznanie. Robiło się coraz bardziej ciepło. W końcu ktoś wpadł na pomysł, aby zadzwonić do straży pożarnej. Tam panowie natychmiast postanowili działać. W międzyczasie policja skontaktowała się z pogotowiem dźwigowym i za kilkanascie minut zostalismy oswobodzeni. Pod budynkiem stał na światłach samochód strażacki i przynajmniej 10 strażaków. Cała ulica Warmińska obserwowała akcję ratowania nas z opresji. Nikomu nic się nie stało ..... chyba :P
- Zaloguj się by komentować


A wyobrażacie sobie fajerwerki w windzie?
to by była zbiorowa katapulta...
wszędzie mięsko....
Byłam tam dziś....nagle się zatrzymała. Odetchnęłam, kiedy okazało się, że to jednak parter :)
hahahaha, ja codziennie to przeżywam i ... nie wsiądę do windy bez komórki ;p;p;p
A ja juz do tej windy raczej nie wsiade ;) Wole sie przejsc na piechotke ;P
To napisalam ja, Milanorka :)
może bierzmy ze sobą jakieś napoje, to sie może fajna imprezka rozkręcić :)
po co nosić prowiant ze sobą, tam powinien być na stałe jakiś barek i lodówka ;)
minął rok, barku w windzie nie ma ale i zacina sie jakby rzadziej. Już nie trzeba sie bać :-)